środa, 27 kwietnia 2011

czas na opowiadanie! cz.2

Witam was ponownie towarzysze niedoli! Ostatnio w zawirowaniach związanych z okresem świątecznym trochę zaniedbałam  bloga, jednak postanowiłam się zrehabilitować w waszych oczach. Pora na drugą część opowiadania "Izraelski miotacz ognia"! Niewtajemniczonych odsyłam do posta "czas na opowiadanie!". Zatem zapraszam do podróż do spalonego promieniowaniem świata razem z Dawidem!


-Cholera, jeszcze ze mnie grabarza zrobiłeś… - mruknął niejako z wyrzutem w stronę zwłok. Trup pozostawał niewzruszony, nadal szczerzył otwór ust w powietrze.
            Dawid westchnął i poszedł do swojego legowiska – jamy ukrytej w zwale gruzu, wyścielonej deskami i szmatami, dość wygodnej jak na te warunki, w każdym razie wystarczającej – i przyniósł wielki płat materiału będący niegdyś zasłoną okienną, by użyć jej jako całun na zwłoki.
            -Nie waż się odmówić współpracy – szepnął nad trupem, trzymając zasłonę w rękach. Nie wiedział jak stanąć, żeby odpowiednio rozłożyć całun i położyć na nim pozostałości nieszczęśnika, by odbyło się to z zachowaniem godności zmarłego. W końcu, wstrząsnąwszy w górze materiał, kucnął i jednocześnie rozłożył go na nierównej spalonej ziemi jak kocyk na pikniku.
            -Okej – mruknął Dawid do siebie – teraz… jak tu cię przenieść…?
            Zerknął na leżące kilka metrów dalej zwłoki. Myśl o tym, że musi ich dotknąć, żeby je przenieść, nagle napełniła go jakimś pierwotnym wrodzonym wstrętem przed bezpośrednim kontaktem z  istotą pozbawioną życia.
            -Wybacz! Wybacz! – powiedział nagle Dawid w stronę zwęglonych zwłok, wzbraniając się jednocześnie rękami – wcale nie chciałem tak pomyśleć! Przepraszam!
            Trup nie myślał nawet odpowiadać, leżał nadal w bezruchu, z szeroko otwartymi ustami. Dawid poczuł się trochę jak idiota.
            -Gadam z umrzykiem… no ładnie. Coś tam się już pod kopułą miesza. – dotknął okrężnym ruchem czubka głowy. Zatarł ręce i podszedł do zwłok. Zakasał rękawy i opierając dłonie o biodra spojrzał z góry na zmasakrowane ciało.
            -Ładnie cię poparzyło… - to mówiąc wyobraził sobie moment śmierci tej istoty i nagle zrobiło mu się niedobrze. Odwrócił się i zwymiotował rozwodnioną śliną i kawałkami niewielkiej ilości jedzenia. Wytarł usta rękawem.
– Muszę cię za to przeprosić, ale nie wyglądasz zbyt apetycznie.
Kucnął, i zaciągając rękawy aż na same dłonie w celu odizolowania rąk od spalonej tkanki, chwycił zwłoki  pod ramię i pod biodro z zamiarem przerzucenia przez bok, by w ten łatwy sposób umieścić je na materiale. Jednak po chwili namysłu stwierdził, że może być to uwłaczającej pośmiertnej godności tego człowieka. Postanowił chwycić go i przenieść na kotarę tak, jak powinien to zrobić na samym początku. Podłożył jedną rękę pod plecy zesztywniałego zwęglonego nieboszczyka i jęknął, gdyż rękaw nieco się odsunął. Drugą rękę podłożył pod nogi umrzyka.  Podniósł ciało do góry z niemałym wysiłkiem.
-Uch… - sapnął – ciężka z ciebie skwarka.
Umieścił ciało na kotarze i zawinął jej brzegi jak w naleśniku. Ciasno owinął zwłoki i po skończonej pracy poklepał je przez bezpieczną warstwę materiału.
            -Teraz tylko wystarczy znaleźć ci jakieś wygodne miejsce wiecznego spoczynku.
            Rozejrzał się po niegościnnym terenie. Otaczające go zewsząd potrzaskane ruiny będące smutnym świadectwem, a zarazem świadkiem upadku cywilizacji nie wyglądały na odpowiednie miejsce dla zmarłego okrutną śmiercią człowieka. Zresztą zdziczałym zwierzętom nie sprawiłoby trudności wygrzebanie zwłok spod płytkiej warstwy gruzu. Dawid westchnął i podrapał się po głowie, namyślając się.
            -Tu nie ma miejsca dla ciebie – rzekł do olbrzymiego naleśnika leżącego za nim. – Znajdziemy ci inną wieczną kwaterę – uśmiechnął się.

© Monika Feluś

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz