środa, 13 kwietnia 2011

czas na opowiadanie!

Witam, towarzysze atomowej niedoli!
Damian ostatnio ubiegł mnie znacznie w dopieszczaniu bloga:) ale teraz moja kolej. Rozprostowuję moje napromieniowane kości, zakasuję podarte rękawy i biorę się do roboty! A że Damian ostatnio napomknął o Dawidzie, bohaterze jednego z moich opowiadań, postanowiłam Was, drodzy Czytelnicy, uraczyć historią mojego sympatycznego (mam nadzieję) bohatera. Opowiadanie składa się z kilku rozdziałów, jak do tej pory nosi roboczy tytuł "Izraelski miotacz ognia" i chyba już tak zostanie. Dlaczego tak? Przekonajcie się sami!

ZBRODNIA KAINA

-Cholera! - zawołał zdjęty obrzydzeniem. Podniósł ze spalonej ziemi jakiś patyczek i drżącą ręką zbliżył go do zwęglonych brzegów skóry. Gdy lekko nacisnął, skóra pękła w kilku miejscach, a ze środka największego otworu skapnęło kilka kropel płynu tkankowego. Powstrzymał wymioty i zagłębił patyczek w parującej ranie. Odetchnął nieco głębiej i gdy wstrzymał oddech, rozerwał ranę, aż złamany w trakcie tego zabiegu patyczek utkwił w galaretowatym parującym mięsie. Krzyknął ze strachu i obrzydzenia patrząc jak z rany wypływa niemal wrząca krew.
            -Kurwa! - zakrzyknął, machając wściekle rękami. Jeszcze raz spojrzał na parujące, zwęglone w niektórych miejscach zwłoki. Nie spodziewał się, że w zaprojektowaną przez niego pułapkę na zwierzęta wyposażoną w miotacz ognia złapie się dorosły człowiek.
            -Ja pierdzielę! - przeżywał, chwytając się za głowę. Nerwowo krążył w kółko, zastanawiając się, co zrobić z trupem.
            Z założenia pułapka była bardzo pomysłową konstrukcją. Zwierzę, zwabione zapachem pożywienia, najczęściej zdechłego szczura lub kawałków psującej się ryby, jaką Dawid znajdował jeszcze nieraz w swoim ekwipunku, włączało nieskomplikowany mechanizm skonstruowany przezeń ze znalezionych na pobojowisku elementów.
            Rozejrzał się dookoła drżąc w szoku. Otaczała go wyjałowiona pustynia upstrzona szkieletami osiągnięć poprzedniej cywilizacji, nad którą wisiał jasnoczerwony nieboskłon. Właściwie określenie pustynia było błędne, pozornie bowiem wydawało się ubogie. Tak naprawdę miejsce to tętniło życiem, ale na razie zbyt zlęknionym, by się ujawnić. Wieczorami na ulice wylegały masy ludzi i zwierząt… Wszyscy myśleli o przetrwaniu, gdyż warunki, jakie zastali po wybuchu bomby pozostawiały wiele do życzenia. Właściwie trzeba było na nowo przystosować się do zaistniałych warunków, nie można było stawać w miejscu, bo wtedy się cofało w kolumnie istnień posuwających się do przodu w pochodzie ku ewolucji.
            Dawid westchnął i zerknął zrezygnowany na zwłoki. Nie dość, że był głodny, a mimo głodu nie miał zamiaru posilać się ludzkim mięsem, to jeszcze w dodatku przysporzył sobie problemu.
            -I co ja mam z tobą zrobić…? – zapytał, patrząc w zwęgloną twarz. 

Trup szczerzył się do niego szeroko rozwartą szczęką, reszta twarzy była spalona w tak ogromnym stopniu, że czarna skóra marszczyła się i nie można było zidentyfikować wieku i płci ofiary. Dawid wzdrygnął się i powstrzymał z ledwością wymioty.
            Pierwszy raz w życiu zdarzyło mu się zabić człowieka i do tego całkowicie nieumyślnie. Czuł się z tym chory. Usiadł na ziemi koło zwłok i przetarł dłońmi twarz. Czy naprawdę zabił człowieka? Czyja to właściwie była wina?
            -Zaraz, zaraz, przeanalizujmy – wziął głęboki oddech. Wyciągnął przed siebie dłoń i zaczął wyliczać na głos, dotykając odpowiednie palce palcem wskazującym drugiej ręki.
            Raz. Miesiąc temu zrzucono na pobliski kompleks elektrowni bombę atomową. Fala uderzeniowa spustoszyła teren w zasięgu około pięćdziesięciu kilometrów.
            Dwa. Ludzie zostali bez domów, prądu, wody, ubrań i jedzenia. Trzeba sobie zatem jakoś radzić.
            Trzy. Ja radzę sobie w ten sposób.
            Cztery. Ja byłem głodny i ten człowiek był głodny, więc wpadł w pułapkę, choć żaden z nas nie był świadomy, że może dojść do takiego zdarzenia.
            Pięć. Czas na wnioski. Wina leży pośrodku.
            Uśmiechnął się do siebie. Czyli problem rozwiązany. Jeszcze raz zerknął na zwłoki i wątpliwości wróciły. Przecież to był człowiek… Żyjący, oddychający, głodny, może miał rodzinę na utrzymaniu… Pewnie cierpiał w trakcie śmierci…
            Dawid zadrżał. Lepiej o tym nie myśleć. Podniósł się i chciał powiedzieć coś górnolotnego na tą okazję, coś, co, gdyby dusza tego człowieka patrzała na niego z góry, mogłoby ją uspokoić. Coś w stylu, spoczywaj w pokoju, albo pokój twej duszy, ale po okropnie długim namyśle udało mu się wykrztusić ledwie:
            -Yyyy…. Będzie dobrze.
            Trochę się zawstydził tego co powiedział, więc dodał:
            -Powodzenia. – co zabrzmiało jeszcze durniej.
            Głowił się, co zrobił z tak niewygodnym balastem. Postanowił pochować zwłoki jak człowieka, tak, jak to robiono od zarania dziejów ludzkości. Nie wiedział jednak, jak ma się do tego zabrać. Co prawda w czasach przed wybuchem bomby był trzy razy na pogrzebie, ale nigdy nie zagłębiał się w szczegóły tego obrządku. Zresztą obcowanie z nieboszczykami nigdy nie stanowiły dla Dawida przedmiot jakiegoś specjalnego zainteresowania. Usiadł, poruszony. Nie umiał sobie znaleźć miejsca, w tej chwili nogi go nosiły, więc po chwili wstał, a chwilę później znowu usiadł.
            -Cholera, jeszcze ze mnie grabarza zrobiłeś… - mruknął niejako z wyrzutem w stronę zwłok. Trup pozostawał niewzruszony, nadal szczerzył otwór ust w powietrze.

© Monika Feluś

3 komentarze:

  1. Po pierwsze: zmniejszyć czcionkę!
    Natomiast po drugie, wnoszę o dawanie dłuższych fragmentów, bo kilka akapitów nie wystarczy, żeby kogoś zaintrygować ;) . O samej treści na razie nie będę się wypowiadał, bo jest jej po prostu za mało i nie ma czego komentować.

    OdpowiedzUsuń
  2. Czcionka jest już mniejsza i fragment dłuższy:) echh... a z tymi fragmentami, to wiadomo jak jest, jak dałam dłuższy, to nikt nie czytał, jak dałam teraz krótszy, to nikogo nie interesuje:( to chyba w ogóle nie ma sensu...

    OdpowiedzUsuń
  3. Trzeba po prostu wyczuć długość, w moim guście 1k znaków to minimum, a 3k to maks na notkę. Jeśli chodzi o opowiadania i tym podobne, to min. 3k-4k do nawet 10k . Jak początek mnie zainteresuje, to choćbym bardzo już nie chciał czytać (bo fabuła nudna itp.) to i tak przeczytam, bo tak głupio coś zacząć i nie skończyć ;) .
    To moje osobiste zdanie, więc zależnie od preferencji innych osób może się różnić, dlatego trzeba wyczuć tą średnią :D

    OdpowiedzUsuń