czwartek, 14 kwietnia 2011

Kolejna część Stalkera nr 5.

Witajcie stalkerzy ! Dziś mam dla was kolejną część Powieści Stalker ! Zgodnie z mądrymi głosami, które dotyczyły braku nie możności odnalezienia poprzednich części powieści postanowiłem dopisywać numery porządkowe kolejnych części. W przyszłości pomyślę o stworzeniu osobnej zakładki na Blogu. Jednakże wymaga to nauki... Także musicie poczekać :). A oto nie przedłużając, Borys jest w Ambasadzie naszego kraju !


(...)Bez zastanowienia ruszył na wskroś ambasady. Mijał bazar pełen bardzo różnorodnych towarów, na jednym ze straganów wystawiona była różnorodna amunicja. Począwszy od nabojów do rewolwerów, kończąc na pociskach do armat. Inne kramy sprzedawały ubrania, a na kilku widział nawet książki i płyty. Borys od małego lubił książki, pamiętał jak matrony z miasta czytały mu różne baje. Podszedł bliżej straganu z książkami i płytami. Chciał wypatrzyć coś co kojarzyło by mu się z dzieciństwem i młodością. Widząc kręcącego się mężczyznę kupiec szybko się podźwignął i wręcz krzyknął do Borysa.
            - W czym mogę pomóc szanownemu Panu ?!
            -  Zna Pan język Rosyjski ?
             - Jestem Rosjaninem, więc znam. Jest pan czymś zainteresowany?
Sprzedawca szczerze się uśmiechnął, objawiając trzy złote zęby.
            - Zaciekawiły mnie Pana książki, czy ma Pan coś w języku Rosyjskim?
            - Mam i to sporo, polecam Mistrza i Małgorzatę. Klasyk. Zawsze aktualny.
            - A jaka cena?
            - Jak dla Pana kolego, jeden granat.
            - Sporo, myślałem, że weźmie Pan parę naboi do karabinu !
            - W dzisiejszych czasach tak trudno zdobyć książki w dobrym stanie ! Ekspedycje mają coraz większy problem ze zdobywaniem ich z biblioteki głównej. Pełno tam kanibali, pokrak i innego zmutowanego gówna ! Niech pan wierzy jest warta tej ceny.
            - Wiem, Sam muszę z nimi walczyć, niech będzie !
Borys sięgną do swojego pasa odpiął jeden z granatów i wręczył kupcowi, ten mu pośpiesznie dał książkę i schował w granat w kufrze na którym siedział. 
            - Polecam się na przyszłość !
Z miłym uśmiechem oświadczył antykwariusz. Borys pokwitował to krzywym uśmiechem, zapakował książkę do plecaka i ruszył już szybszym krokiem przed siebie. Ciągle słyszał muzykę, którą Władysław nazwał Rotą, bardzo spodobała mu się tonacja tego utworu, była podniosła i poważna. Nawet nie zauważył, że ludzie patrzyli na niego dość podejrzliwie, zdawali się wiedzieć kim jest. Borys nie zwracał jednak na nich uwagi i przekraczając drzwi ambasady zobaczył piękne pomieszczenie, które było schludne i posprzątane. Przypominało trochę halę dworca Wokzału. Podłogi zrobione były z biało – czarnego marmuru, ściany były świeżo pomalowane a ludzie byli elegancko ubrani.
            - Witam  Pana w ambasadzie Rzeczpospolitej Polskiej. W czym mogę pomóc.
Odezwała się do Borysa młoda atrakcyjna dziewczyna siedząca za kontuarem.
            - Podobno macie Państwo do mnie sprawę, jestem przysłany przez Władysława.
            - Ach tak czekamy na Pana ! Wystąpiła sytuacja najwyższej wagi dyplomatycznej. Proszę za mną do Ambasadora !
Kobieta poderwała się za szerokiej marmurowej lady i ruszyła pustym ale zadbanym korytarzem. Borys się poderwał  i ruszył za kobietą. Na ścianach korytarzy wisiały jakieś dziwne portrety ludzi w dziwnych strojach, mieli także coś zawieszone u szyi. Na jednym był człowiek dość postawny ale z wąsem podobnym do Władysława, tylko siwym. Ledwo dojrzał wypalony napis w drewnie, który do niego zawołał lekko, Lech Wałęsa.  
            - Widzę, że zainteresował Pana portret naszego byłego prezydenta?
Z wyraźnym zadowoleniem i rozchmurzoną twarzą powiedziała kobieta.
            - Ma taką swojską twarz !
            - To przecież Słowianin ! Proszę się udać prosto, będzie tam czekał na pana ochroniarz. Jest już poinformowany, że ma Pana puścić. Ja muszę wracać. Do zobaczenia !

Copyright © Damian Korzeb

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz