środa, 23 listopada 2011

Brzask odc. 3

Oto kolejny odcinek mojej powieści "Brzask". Zapraszam do lektury!

Rozdział 2, Misja

Trzy godziny później

Samochód Wisła-150, kiedyś potężny skok naprzód, teraz żałosny relikt przeszłości. Napęd zapewniała mu specjalna turbina, która poruszana była przez sprężone powietrze przelatujące wśród specjalnych komór i łopatek. Co prawda auto posiadło kompresor i uzupełniało braki w zbiorniku, jednakże powietrza starczało na przejechaniu ok. 100 kilometrów, co nie było zbytnim osiągnięciem. Szansą i sukcesem tego pojazdu było wycofanie silników benzynowych z użytku wewnętrznego, co wymusiło opracowanie nowej konstrukcji silnika, który nie czyniłby żadnej szkody, a wręcz przeciwnie. Samo auto było dość ładne i nowoczesne, posiadało wszelkie systemy bezpieczeństwa, welurową tapicerkę, radioodtwarzacz, który odbierał wiele radiostacji umieszczonych wewnątrz kompleksu, napawających różną muzykę, od polskiego folku po rosyjską muzykę klubową. Życie kulturalne kwitło w najlepsze pod wypaloną przez promieniowanie ziemią.

Samochód mknął z całkiem przyzwoitą prędkością po jednej z nowo wykutych autostrad. Jednakże Wisła była stara i wszystkie samochody o napędzie sonicznym wymijały starego grata. Napęd soniczny był nowością wymyśloną przez Aleksa Novodnikowa, który był z pochodzenia Ukraińcem. Napęd polegał na prostej zasadzie, tunele były wyposażone w generatory i wzmacniacze ultradźwięków, które po odbiciu się o karoserię auta pobudzały mikropłytki dźwiękoczułe, które z kolei zmieniały mikrodrgania w prąd elektryczny i napędzały nowoczesne auta. Jednakże auta te mogły się poruszać wyłącznie po bloku A, ponieważ tylko tam były zainstalowane odpowiednie urządzenia. Poza tym nikt przy normalnych zmysłach nie jechałby nowym autem do slumsów. Chorąży Sikorski wraz z dwoma kompanami zmierzali piękną czteropasmową autostradą w kierunku dzielnicy granicznej zwanej Władywostokiem Zachodu, ponieważ mieszkała tam znaczna część mniejszości rosyjskiej. Sikorski siedzący za kółkiem, lekko dodawał gazu, który zamiast wywołać warkot spalania zwiększał syk, jakby coś się zepsuło.

- Eh. Nie ma to jak silnik wysokoprężny, raz jak byliśmy na ekspedycji na górze, to przydzielono nam jeden BMP i dwa samochody z silnikami diesla, mówię wam to dopiero huk i moc! - Sikorski aż przesunął się na fotelu, poprawiając przy okazji ułożenie swojego kręgosłupa.

- Tak, znam te silniki! - odezwał się Ryży, wyglądając cały czas przez okno i obserwując skalne ściany, które nie były idealnie gładkie jednak i tak przypominały marmurowe płyty. Po chwili jednak westchnął - wyobraź sobie, że tutaj jeżdżą tłumnie samochody z takimi silnikami! Przecież udusilibyśmy się albo umarli od hałasu. A tak proszę! cisza i spokój.

- A mój ojciec! - Odezwał się siedzący na tylnej kanapie przydzielony im nowy kolega Mitrov, który do tej pory siedział cicho i tylko się przysłuchiwał - kupił kiedyś od jednego Rumuna! taki ręcznej roboty spalinowy motorower i nim jeździł do roboty. - Po tej wypowiedzi na jego twarzy pojawiła się nutka ironicznego uśmiechu - Mężczyźni natomiast spojrzeli na niego krzywo i pokiwali głowami. W końcu Sikorski nie wytrzymał, spojrzał w lusterko i powiedział do młodzieńca o rosyjskich rysach.

- Bardzo interesujące! Nic dziwnego, że brakuje wam tam tlenu i macie dużą emisję różnych gazów. Przez was trzeba budować coraz nowe systemu neutralizacji tych wyziewów i wychodzić na powierzchnię w celu budowy kolejnych kominów odprowadzających. Nawet nie wiesz, młodziaku, co tam łazi po powierzchni, takich okropności w życiu nie widziałeś!

Mitrov lekko się zarumienił i umilkł na dłuższy czas, podczas gdy Ryży w geście poparcia pokiwał głową i pogłośnił radio w oczekiwaniu na wiadomości, ponieważ dochodziła już 5. Po ostatniej zwrotce jakiejś dziwnej muzyki pojawił się krótki muzyczny wstęp do wiadomości o piątej. Po chwili tubalny mocny głos odezwał się i zakomunikował:

- Dziś w wiadomościach: prezydent zatwierdził przebijanie tunelu w kierunku Grodziska Mazowieckiego, który ma umożliwić zbadanie mniej skażonych rejonów. Dodatkowo dziś w wiadomościach o planowanym zwiększeniu dostaw energii elektrycznej do bloku F, będzie również o nielegalnych wypływach paliw ciekłych z baz granicznych! - w tle zabrzmiała ponownie melodyjna muzyka, przypominająca ludzki puls - Dziś prezydent Paweł Zaręba wraz z premierem Mikołajem Nosidło zatwierdzili plan przebicia się w kierunku Grodziska Mazowieckiego, w celu penetrowania tamtych terenów, liczne ekspedycje udowodniły, że promieniowanie jest tam małe i występują nawet drobne rośliny, czyżby zbliżał się koniec podziemnej tułaczki? - dziennikarz z nadzieją w głosie skomentował newsa.

- Ta jasne! Ha Ha Ha! parsknął śmiechem kierowca. - Gęba Ryżego także była rozjarzona od uśmiechu, który ukazywał wszystkie jego zęby. Po czym obaj zaczęli kiwać głowami i pukać się w czoło. Jednakże nie zauważyli, że Mitrov siedzi i na jego twarzy wyraźnie maluje się mina zadziwienia i niedowierzania. Ryży obejrzał się za siebie i spojrzał prosto w oczy nowemu kompanowi.

- Co, Mitrov?! Nie wiesz o co chodzi, prawda? - Ten wzdrygnął się lekko i wcisnął się najdalej jak tylko mógł w brązową welurową tapicerkę fotela. Sikorski prowadził auto z uśmiechem na ustach i co chwilę zerkał przez lusterko na zaskoczoną minę Mitrova.

- Nie wiem o co chodzi. - Zająknął się młody mężczyzna. - A co powiesz mi?

- Oczywiście! Musisz wiedzieć przecież w czym rzecz. My jesteśmy poważnymi żołnierzami i nie ma tutaj miejsca na żadne żarty czy anegdoty. - Mina Ryżego wyraźnie zbladła i spoważniała - Przebijanie tunelu do Grodziska nie ma na celu wyjścia ludności na powierzchnie, tam jest za mocne promieniowanie, rządowi chodzi o uspokojenie nastrojów społecznych. Sam wiesz, że drążymy coraz głębiej i głębiej. Jest nas coraz więcej i nowo narodzonych nie mamy gdzie pomieścić.

- No dobrze ale skąd ta pewność, że w Grodzisku jest aż takie wysokie promieniowanie. - Zdziwił się młody nie doświadczony chłopiec ubrany w czarny sweter i jeansowe spodnie.

- Jak to skąd?! Przecież tam były niezliczone misje i ekspedycje. Nawet nie wiesz jakie tam porąbane stworzenia latają po ziemi. Ostatnio widziałem psa bez łba. Rozumiesz?

- Martwego? coś mu łeb zjadło?

- Nie, skąd! Tym bym się nie zdziwił. To był żywy pies, tylko, że nie miał głowy, jedynie szpary na oczy, tam gdzie wychodziła by szyja. Nie wiem co tam oddziaływało przez tyle lat. Ale spokojnie nie był groźny, uciekał z piskiem jak wystrzeliłem z pistoletu w powietrze. Czyli można powiedzieć, że to był zwykły piesek. Zresztą Mitrov pamiętaj, nie wierz mediom, one kłamią!

- Oto nasz zjazd - zakomunikował Sikorski, po czym włączył kierunkowskaz i zaczął zjeżdżać z autostrady w lokalną drogę, na drogowskazie oznajmującym zjazd z autostrady był przekreślony znak głośnika, co znaczyło, że pojazdy soniczne nie mogą tu wjeżdżać. Co prawda, budowano tam systemy napędu sonicznego, ale wszystkiego na raz po prostu nie da się zrobić. Samochód zaczął podjeżdżać pod spore wzniesienie, ten natomiast systematycznie zaczął zwalniać i pluć słabym powietrzem.

- A niech to! wjeżdżamy do slumsów i powietrze się kończy! - Mężczyzna z wyraźnym zdenerwowaniem walką jedną ręką w kierownicę. - Chyba zapomnieli dać do pełna w bazie!

- Ależ skąd! - wtrącił się Ryży pokazując palcem na znak stojący pod skalną ścianą.

- Sam sprawdzałem zanim przyszedłeś, że jest cały zbiornik. Zresztą za 100 m jest stacja powietrzno-benzynowa - Ten znak był podobny do tych przed wojną jednakże pod dystrybutorem widoczny był także symbol tlenu z tablicy Mendelejewa. Czego niektórzy chemicy się czepiali, ponieważ czysty tlen jest jak najbardziej palny, a na stacjach tankowano pojazdy mieszanką, taką samą, którą oddychali ludzie. Za nielegalne uważane było czerpanie nadmiaru powietrza z atmosfery bunkrów do baków, a gdy specjalny komputer wykrył nadmiar pobrania na dany miesiąc, przekazywany był określony komunikat do policji, która miała prawo ingerować.

Samochód powoli skręcił na stację należącą do Orlenu, była to nie duża stacja, zaledwie 3 stanowiska do tankowania. Stacje były wypierane przez system soniczny. Jednakże jeszcze się trzymały. Sikorski podjechał pod dystrybutor z napisem powietrze. Wysiadł z czerwonego auta i podszedł do dystrybutora, który podłączony był do dużego zbiornika na powietrze pod ziemią. Powoli zaczął tankować i słyszał charakterystyczny warkot kompresora. Powietrze nie było zbyt drogim paliwem, jednakże benzyna biła rekordy i do jej kupowania upoważnieni byli tylko nieliczni.

Po chwili z samochodu wysiadł Ryży, rozprostował plecy i skierował się do sklepu na stacji. Po chwili dystrybutor zaczął pikać i oznajmił w ten sposób, że bak został napełniony. Sikorski spojrzał na dystrybutor, który pokazywał sumę 78 zł za 40 litrów co wychodziło 1,95 za jeden litr. Przygotował 100 zł i skierował się w kierunku kasy. W wyjściu minął Ryżego, który taszczył całą torbę przekąsek i Polocokty.

- Ryży powiedź mi po co ci ten prowiant? - Sikorski poważnie spytał mężczyznę, który w obu rękach dźwigał siatki na zakupy.

- Nie pytaj głupio. Przecież, że do konsumpcji. A tam głęboko w slumsach to nie mają dobrych sklepów, przyda się mały zapas. Płać za powietrze i jedziemy bo się spóźnimy na spotkanie - Po czym podszedł do bagażnika i wrzucił tam dwie siatki. Sikorski szybko zapłacił za paliwo i udał się do auta. Szybko przekręcił kluczyk i odjechali w kierunku zapomnianej przez rząd dzielnicy etnicznej.

copyright: Damian Korzeb

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz