czwartek, 8 grudnia 2011

Brzask odc. 5


- Dowództwo powiedziało, że mamy się spotkać o 7. – Sikorski poprawił w sposób wybitnie grzeczny i z iście angielską flegmą masywnego chińskiego gangstera. Wong przyjął informacje o swoim błędzie nazbyt obojętnie, lekko wstał wskazując gestem, aby za nim podążali. Mężczyźni szli razem przez pięknie zdobioną restaurację w stylu chińskim, wszędzie było pełno lampionów, kokard, przepychu i luksusu, co dla tego sektora nie było to rzeczą normalną, wszędzie było widać istną przepaść cywilizacyjną między sektorami. Dystrykt H w porównaniu do Sektora A był jak żebrak do właściciela ziemskiego. Grabieżcza polityka rządu wykorzystywała swoich zależnych poddanych, którzy nie mieli alternatywy, "żyjesz tutaj albo umierasz tam, na skażonej glebie pełnej zmutowanych zwierząt. Co wybierasz?" Te słowa, wypowiadane przez jednego z kaznodziei głęboko zapadły w pamięć Sikorskiemu. 

- Wychodźcie! - Wielki chińczyk otworzył agentom tylnie drzwi, które znajdowały się obok jednej z toalet. Na zewnątrz stał nowoczesny soniczny wóz marki "Ryś", chińczyk powiedział coś po swojemu, a samochód poprzez nowoczesny system blokady magnetycznej otworzył wszystkie drzwi. - Wsiadajcie! - Sikorski i Ryży siedli z tyłu na wygodniej kanapie, obitej czerwoną skórą. Wong usiadł za kierownicą i znowu coś powiedział po chińsku, radio szybko załączyło się i zaczęło grać jakieś hity dla młodzieży. Muzyka była dość głośna by ją słyszeć na zewnątrz, jednak w środku dało się jeszcze rozmawiać. Samochód powoli ruszył i wyjechał na ulicę Arbat. Minęli starą Wisłę, która teraz wydawała się jak jakiś antyk. Mitrova nigdzie nie było widać, został biedny w knajpie z mafią - pomyślał Ryży. 

- Panowie - kierowca zwrócił się do pasażerów na tylnej kanapie. - Sprawa wygląda następująco. Barysznikow szykuje duży przerzut meskaliny przez granicę do systemu bunkrów stołecznych. I ma to nastą... - Gwałtownie przerwał mu Sikorski. 

- Jak to?! hodują to gówno na powierzchni? od kiedy to cywilne pojazdy mogą wyjeżdżać na powierzchnie? - Sikorski był tak zaskoczony, że o mało nie wybuchł wściekłością i nie uderzył Azjaty  po głowie. 

- Spokojnie, żołnierzu! - Azjata wyraźnie się rozbawił. Jak to jak? ano normalnie! nie słyszałeś, że w Łodzi jest ten bunkier, gdzie mają ogromny zapas tekstyliów?  Myślisz, że skąd ludzie tutaj biorą materiały na ubrania? Może z tutejszych zakładów? gdzie choćby metr najpodlejszego materiału kosztuje majątek! 

- Czekaj, czekaj! - Z powątpiewaniem zanurzył się w rozmowę rudy agent służb specjalnych. Widziałem, że są cywilne ekspedycje na powierzchnie, ale żeby tak daleko, aż do Łodzi! A co ze zniszczeniami na linii żyrardowskiej? 

- Nie wiem! jak wracają to znaczy, że przejeżdżają ten pieprznik. Na granicy zaś dają w łapę żołnierzom i sobie dalej jadą bez przeszkód w opalanych ropą ciężarówkach. Zresztą myślę, że Barysznikow też macza w tym swoje brudne łapska. 

- Fiu, fiu - z podziwem w głosie zaśpiewał Sikorski - To nam ledwo za Grodzisk pozwolili jechać, a cywilni najemnicy sobie do łódzkich bunkrów popykają. Przecież to cholernie niebezpieczna trasa! Ale nieważne, mów dalej co z tym przerzutem? - Sikorski wyostrzył wszelkie zmysły.

- Zaraz! - Wyraźnym tonem przerwał Ryży. Czy my siedzimy w samochodzie sonicznym?

- Tak, a co nie zorientowałeś się wcześniej? - Zdziwił się z wyraźnym echem w głosie. 

- Ale to dziwne, Wong! przecież tu nie ma zainstalowanego sonicznego napędnika! 

- A po co mi to jak mam pod maską również całkiem spory silnik benzynowy. Tutaj jeżdżę na benzynę, a tam na sonikę. 

- A cóż to za przeróbki? - Zdziwił się Sikorski, poprawiając swoją pozycję na skórzanej kanapie. 

- To nie przeróbka, to fabryczna opcja. Nie pytajcie ile zapłaciłem za ten samochód i ile płacę za benzynę, ale co zrobić, jak trzeba podtrzymać status społeczny. 

- To nadzwyczajne, nie widziałem, że montują silniki benzynowe! I czemu nie słyszymy jego pracy w środku? – Ryży poruszył się nerwowo na tylnej kanapie, zachowując jednak zimną krew. 

- Bo to nowoczesny model o małej emisji hałasu, zresztą nie rozmawiajmy o moim samochodzie! Przyszliście się dowiedzieć, co się święci, to wam mówię! - Chińczyk wyraźnie się zdenerwował i lekko przyspieszył. – Przerzut będzie jutro o godzinie dwunastej na bramie nr 14. Przyjadą dwie ciężarówki wyładowane materiałami, ale nie dajcie się zwieść! Tam na pewno będzie towar! Skontaktujcie się z Michaiłem Pawłowiczem, siedzi on w sklepie z elektroniką na ul. Sewastopolskiej, zapytajcie o to czy nie ma czegoś odlotowego, czegoś, co mocno daje w łeb! Powinien was przyjąć, jako swoich klientów. Rozumiecie? – Wong skręcił w tę samą uliczkę, z której ruszyli robiąc kółko po całym dystrykcie. 

- Ta, jasne! - Warknął Sikorski, chwytając za klamkę i otwierając drzwi. 

- A co jak będziemy cię potrzebować? – Odezwał się Ryży wychylając się delikatnie przez otwarte drzwi. 

- Jadam tutaj sajgonki codziennie o 14, jak coś to przychodźcie, ale nie często, bo nie mogę pokazywać się za często z Polakami i to jeszcze obcymi! Idźcie do tego Ruska, on was wprowadzi w ten świat. Na razie! – Mężczyźni wyszli z samochodu, a ich wtyka szybko ruszyła, aż dało się słyszeć lekki warkot silnika spalinowego. 

Zaułek, w którym się znaleźli był dość stęchły, zapach, który się unosił był wybitnym śladem obecności kotów w tym miejscu jak i innych mniej przyjemnych zapachów. Ruszyli nieśpiesznym krokiem w kierunku chodnika, przy którym zostawili swojego starego grata. Arbat zaczął pustoszeć ze względu na późną godzinę, światła pod wysokim sklepieniem przygaszono stopniowo, stwarzając wrażenie zapadania zmroku. Na ulicę zaczęła wylegać młodzież rosyjska oraz chińska, która bardzo chętnie bawiła się w wielu modnych klubach, np. takich jak Rieka Moskwa czy Królewiec. Były to siedliska dobrej rozrywki i ciemnych interesów; kwitł tam handel meskaliną, alkoholem, prostytucją w każdym wymiarze oraz sprzedaż dań z mięsa napromieniowanych mutantów, co cieszyło się niezwykłą popularnością wśród synalków i córeczek bogatych gangsterów chińskich, uważano to za istny lans, coś jak kiedyś pożeranie płetw żarłaczy białych. 

- E, gdzie byliście! – Odezwał się oparty o bok samochodu ich nowy kolega, Mitrov. 

- Na spacerze z naszym znajomym, a tobie, co udało się załatwić? – Sikorski spytał młodziana, wsadzając kluczyk do drzwi samochodu.  Wszyscy wsiedli po odblokowaniu drzwi i rozsiedli się na wygodnej welurowej tapicerce Wisły. 

- Zao wypytywał się o was! Był trochę zdenerwowany, że nie podeszliście, przecież wam postawił piwo, a im się okazuje wdzięczność! Macie szczęście, że to mój stary kolega, powiedziałem mu, że jesteście trochę zakręceni i żyjecie w innym świecie! Na przyszłość przy chińczykach róbcie to co ja. Poza tym poznałem nijakiego Michaiła. - Mitrov wsunął się lekko w siedzenie i zapiął pas bezpieczeństwa. Po czym zwrócił się do słuchających mężczyzn - jedźmy do hotelu "Krym" Zao załatwił nam tam nocleg. Hotel "Krym" należał do najbardziej luksusowych, zamieszkiwali tutaj nawet stołeczni urzędnicy, którzy przybywali do tych slumsów w celach wyborczych, zwodzili ludzi, oszukując ich, że jak dojdą do władzy to odblokują strefę rządową i zapewnią ciągłą dostawę świeżej żywności. Jednak ludzie nie byli tacy głupi, już nie wierzyli, już nie mogli wierzyć! 

- Mitrov, poznałeś Michaiła, który prowadzi sklep przy Sewastopolskiej?  - Ryży zadał to pytanie dość, obojętnie zachowując pokerowy wyraz twarzy. 

- Nie wiem - Serdecznie odpowiedział, po czym lekko uchylił okno, ponieważ w samochodzie zrobiła się zbyt gęsta atmosfera. Na ulicach było już całkiem ciemno, ostatnie lampy rtęciowe zostały zgaszone, zapalono natomiast system latarni, na ulicach było już całkiem cicho, oprócz jednego dźwięku, specyficznego buczenia, które rozlegało się daleko pod sufitem. - Słyszycie?  - zapytał bardzo stanowczo, ale grzecznie zarazem. 

- Chodzi Ci o to buczenie? - Sikorski spojrzał się w lusterko wstecznie na Mitrova, szukając poparcia. 

- Właśnie to mam na myśli!

- To system wentylacyjny. Pewnie się zepsuła turbina i nie pracuje równomiernie, ale znając życie, spece z Grodwentu, nie przyjadą wcześniej, jak za miesiąc. -  Sikorski wyraził powątpiewanie, po czym uruchomił powietrzny silnik i delikatnie ruszył ulicą Arbat w kierunku najwyższego szklanego wieżowca, który w ogóle nie pasował do krajobrazu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz