czwartek, 28 lipca 2011

atmosfera zagrożenia

Witam! Ostatnio nastroiło mnie na wykonanie nowego rysunku. Gdy zobaczył go Damian, myślał, że to ilustracja do "Stalkera" przedstawiająca Borysa. Ja jednak ani nie potwierdzam, ani nie zaprzeczam:) Rysunek jest, resztę dopowiedzcie sobie sami. Można jednak stwierdzić, że podstawą szkicu jest atmosfera zagrożenia. W końcu nie co dzień widzi się rosłego mutanta spacerującego po ulicach zruinowanego miasta, prawda? I nie na każdy spacer po rynku zabiera się kombinezon, maskę i najnowocześniejszą broń? Liczę na to, że Wasza wyobraźnia dopowie resztę.
Czołgiem!
© Monika Feluś

poniedziałek, 18 lipca 2011

czas na opowiadanie! - część 4. IZRAELSKI MIOTACZ OGNIA

Witam Was w wakacyjnym czasie, moi towarzysze niedoli! Nie będę się rozpisywać, bo wiem, że to czas odpoczynku, wylegiwania się na plaży i uprawiania sportów. Zatem nie przeszkadzam, życzę miłych wakacji, ale nie zapominajcie o tym, że bomba jądrowa może wybuchnąć w każdej chwili! Oby w trakcie oglądania zachodu słońca horyzontu nie przesłoniła Wam sylwetka rosnącego grzyba atomowego...
Tymczasem pozwólcie, że pokażę Wam kolejną część mojego opowiadania. Jak pamiętamy, w czasach po wybuchu wojny atomowej, główny bohater starał się urządzić pogrzeb człowiekowi, który przez przypadek natknął się na jego prowizoryczny miotacz ognia....


JASKINIA LWA



            Gdy Dawid odzyskał przytomność, nadal nic nie mógł dostrzec, gdyż znajdował się w ciemnym, zamkniętym pomieszczeniu pozbawionym okien. Podniósł głowę i wdychając powoli powietrze wyczuł nikły zapach mokrej ziemi i lekki aromat pleśni ze szczyptą odoru charakterystycznego dla stęchlizny. Wyczuł też dużą wilgoć panującą w atmosferze tego pomieszczenia.

            Jak przez mgłę przypominał sobie, że był gdzieś przenoszony, później, że go rozebrano i wykąpano w czymś, a następnie ubrano w biały kitel.

            Podparł się rękami i stanął na nogach. Wyprostowując plecy, uderzył potylicą w jakąś wiszącą nisko rurę, która zadudniła nieprzyjemnie w rytm jego jęku.

            -Ej, ty! – usłyszał krzyk z niedaleka – gdzie się wybierasz? Spacerków się zachciało?

            Inny, równie parszywy głos, roześmiał się dźwiękiem przypominającym rechot ropuchy.

            Dawid wyciągnął ręce przed siebie i zaczął macać ciemność przed sobą. Natrafił na kraty oddzielające go od głosów. Uwiesił się na poprzeczce.

            -Panowie, przecież jestem niewinny, dlaczego trzymacie mnie w więzieniu?

            -Za samą mordę ci się należy – zarechotał Ropuch. Dawid usłyszał ruch podnoszącego się ociężałego cielska i człapanie masywnych nóg. Ropuch podchodził do krat.

            -Czego chcesz? – zagrzmiał tuz przy uchu Dawida, mimo że ten go nawet nie widział.

            -Mógłbym poprosić o papierosa? – zapytał grzecznie, gestykulując nieznacznie. Wtem Ropuch chwycił go jedną wielką jak bochen dłonią za obie ręce i pociągnął w swoją stronę, aż Dawid uderzył klatką piersiową o kratę. Poczuł jak między pręty zostaje wsunięta gładka lufa małego pistoletu, która dotknęła jego policzka.

            -Mogę od razu dać ci ognia… choć nie wiem, czy powinieneś mieć z nim styczność… - wycedził, a Dawid szybko pomyślał, że nie są to słowa, jakie chciałby usłyszeć na końcu życia. Próbował się wywinąć z nieprzyjemnych objęć. Mimo iż wił się jak piskorz, a serce tykało w nim jak u sikorki, pozostał w żelaznym uścisku potężnego Ropucha, który zaczął rechotać, rozbawiony tą sytuacją.

            Wtem rozległ się zgrzyt przypominający odkręcanie zardzewiałego zaworu i pomieszczenie wypełniło się jasnym światłem. W prostokątnym wejściu do więzienia pojawiły się trzy wyprostowane sylwetki ludzi, których twarze spowijał cień. Rzucali długie cienie dochodzące aż do celi Dawida.

            Ropuch szybko wyzwolił ręce uwięzionego mężczyzny i odwrócił się do drzwi. Z krzesła stojącego przy lichym stoliku zerwał się drugi strażnik, prostując się jak struna. Oboje zasalutowali i stali na baczność. Na oczach mieli nałożone noktowizory, dlatego mimo niemal nieprzeniknionych ciemności cokolwiek mogli zobaczyć.

            -Proszę uwolnić więźnia i przyprowadzić go do sektora 2E-L.

            -Tak jest, panie pułkowniku! – zakrzyknął strażnik stojący przy stoliku.

            Trzy sylwetki zniknęły w świetle dochodzącym z korytarza, a Ropuch otworzył i szarpnął drzwi celi, rozścielając przed nieufnie spoglądającym nań Dawidem wizję wolności.

            -Udało ci się – mruknął groźnie, wodząc czerwonymi obiektywami noktowizora już teraz byłego więźnia, skuwanego w kajdanki i wyprowadzanego przez drugiego strażnika.

            Wyszli na korytarz oświetlony jasnym światłem. Strażnik zdjął noktowizor, a Dawid zmrużył oczy. Niezbyt wyraźnie widział mijane wejścia do innych pomieszczeń, oznaczone dziwnymi skrótami. Raz zza jakichś z kolei drzwi wysunęła się szczupła blondynka z włosami zawiązanymi w warkocz. Strażnik uśmiechnął się do niej i nieznacznym ruchem uniósł rękę w stronę jej pośladków. Kobieta zauważyła to, pisnęła cicho i uchyliła się przed zaczepką. Spojrzała niepoważnym wyrazem oczu na mężczyznę i pokiwała palcem. On zaś zaśmiał się serdecznie na cały korytarz.

            Okazało się, że dotarcie do wskazanego sektora wymagało użycia windy. Weszli do dźwigu i strażnik nacisnął guzik z numerem 2.

            -Dokąd jedziemy? – zapytał nieśmiało Dawid.

            Strażnik zmierzył go z niechętnym i zniesmaczonym wyrazem twarzy.

            -Pułkownik Pietrowicz chce się z tobą widzieć.

            Dawid nie wiedział, czy ma czuć się zaszczycony, czy przerażony. Nie miał pojęcia, co może go spotkać w gabinecie pułkownika Pietrowicza.


© Monika Feluś

niedziela, 3 lipca 2011

Kolejna część Stalkera nr 8

Witam wszystkich fanów. Bardzo przepraszam, że po tak długim czasie umieszczam kolejny wpis. Jednakowoż, sesja na studiach nie należy do przyjemność i zajmuje bardzo dużo prywatnego czasu. A oto kolejna część Stalkera ! Zapraszam do lektury !


- Wow. Macie tu niezły arsenał.
Mężczyzna z wąsem uśmiechnął ukazując równe białe zęby, które  zadziałały jak zwierciadła i oślepiły Borysa.
            - Ha  Ha Ha, dziękuje bardzo. To moja zasługa ! Kiedyś zakosiłem tym cienistym transport broni. Kretyni wysłali tam tylko kierowcę i jednego żołnierza dasz wiarę ?! Co za debile. I do tego widząc moją pułapkę z gruzu i metalowego zbrojenia zatrzymali ciężarówkę i wyleźli sprawdzić co się dzieje. Dasz wiarę ?! Wtedy jeden oberwał kulkę a drugi nożem. I tak  zdobyłem ten Ak-47, który teraz należy do Ciebie. Jest dość nowoczesny, zamontowałem tam celownik na podczerwień. Tu masz jeszcze parę granatów i amunicję. Tylko mi tutaj podpisz, że sprzęt wydałem.
            - Dziękuje Towarzyszu. Już Ci podpisuję to pismo.  
            - Nie ma sprawy. Jak byś potrzebował sprzętu zgłoś się do młodego, może uda się coś wysępić od ambasadora.
Borys grzecznie się uśmiechnął, podpisał dokument i wyszedł ze zbrojowni. Ujrzał tętniące życiem miejsce, które przypominało o domu,   lecz tutaj było tak jak by wojny nigdy nie było. Tylko obecność handlarzy i murów obronnych mówiło, że coś jest nie tak. Nagle usłyszał głośny gong i krzyk dochodzący z murów:
            - Kurwa plugastwo lezie. Kapitanie strzelać?
            - Ogień wolny wrzasnął człowiek po drugiej stronie bramy.
Ciężki karabin maszynowy wydał z siebie ogniste pomruki, cała seria trwała może z 30 sekund. Borys nic nie słyszał tylko  szczęk upadających łusek i huk ognistych pocisków. Po chwili, ktoś wrzasnął.
            - Ha ha kiedy te gady się nauczą, że z CKM nie mają szans?  Straszne z nich półmózgi.
Karabin przestał, zza muru dochodziły jęki umierającego plugastwa, niektóre dźwięki były bardzo ludzkie aż Borysa, wprawnego zabijakę przeszedł zimny dreszcz. Dodatkowo, któreś z tych stworzeń wydawało dźwięk podobny do wołania matki. Borys jednak tym się nie przejął a dreszcz, który mu przed chwilą towarzyszył zmienił się w lekkie wspomnienie. Jego spojrzenie lekko zatrzymało się na dowódcy straży, który je odwzajemnił i powiedział do wartowników:
            - No żołnierze pozycja obronna, mamy tutaj Rosjanina, który chce iść na spacer. Gotowi ?
            - Tak jest Panie Kaptanie !
Dowódca się szczerze uśmiechnął do Borysa i kiwnął mu głową na pożegnanie, podczas gdy warta zajęła swoje pozycję, CKM przeczesywały najbliższe wyszczerbione ruiny jakiś dziwnych wieżowców. Brama ciężko warknęła i ukazała wszystkim zgromadzonym wewnątrz. Miejsce masakry zgotowanej przed chwilą. Żołnierze nerwowo  stali z wymierzoną bronią. Cywile wewnątrz też zamarli.  
            - No szybciej wyłaź, plugastwo może być tuż za rogiem.
Krzyknął dowódca warty. Borys chwycił broń i szybko znalazł się na zewnątrz. Widok jaki się przed nim ukazał nie był zachwycający. Wszędzie było pełno ciał, które były podobne do ludzi, choć diametralnie się od nich różnili, mieli ciemne ciało, a oczy ciasno zaciśnięte. Borys, już widywał te stwory. Jednak dłużej się nie zastanawiając ruszył w kierunku miasta od, którego otrzymał zlecenie. Dobrze się składało bo to miejsce było blisko starej radzieckiej stacji kolejowej, której budynek przetrwał w prawie nie naruszonym stanie i to właśnie dzięki niemu wielu podróżnych tam przeżyło a ich potomkowie żyją tam nadal.  Było to miejsce wielokulturowe, można tam było znaleźć Rosjan, Chińczyków i innych, których Borys nie mógł rozpoznać.