poniedziałek, 12 marca 2012

Dom na rozdrożu...

... a nawet dwa!

Spacerując po Pruszkowie (właściwie w innym celu niż w poszukiwaniu opuszczonych, ale to temat na inną pracę magisterską;)), dokonaliśmy małego odkrycia - na skrzyżowaniu ulic Promyka, Żbikowskiej i Przejazdowej stoją dwa małe opustoszałe domki. Od strony ruchliwych ulic były one koszmarnie zdewastowane, a ich elewacje zakrywały różne reklamy.

Obeszliśmy domki dookoła, aby stwierdzić, czy istnieje możliwość dostania się do środka budynków. Oczywiście, można było wejść oknem pozbawionym szyby, od strony ulicy, ale perspektywa przedzierania się tam między rozpędzonymi samochodami osobowymi i tirami jakoś nam nie odpowiadała...

Domy okazały się dostępne od strony Góry Żbikowskiej - olbrzymiego składowiska odpadów, które od jakiegoś czasu miało być już wygaszane (a nie jest). Jego istnienie jest zmorą dla mieszkających w okolicy ludzi - latem unosi się stamtąd potworny odór, a przez cały rok wiatr porywa stamtąd worki foliowe i ozdabia nimi okoliczne drzewa. Ale do rzeczy - zaruściała siatka otaczająca posesję okazałą się w pewnym miejscu nieszczelna. W krzakach osłaniających nas od ulicy siedziały ćwierkające wesoło wróble.

Weszliśmy do obu domów, zaczynając od tego położonego bardziej na wschód. Oddzielony od świata zewnętrznego tylko starą, powiewającą na wietrze szmatą krył w sobie kilka niespodzianek. Oprócz nowych, białych sportowych butów, jedynej wiszącej na ścianie rzeczy - kalendarzowi z 2008 roku i koloryzowanych zdjęć właścicieli (na jednym - prawdopodobnie bracia, na drugim - para młoda), zaskoczyła nas determinacja jakiegoś człowieka, który wypróżnił się na ścianę.

Pierwszy dom składał się w zasadzie z dwóch izdebek, w tym jednej z oknem na drogę. Stwierdzając, że to już wszystko w tej materii, rozpoczęliśmy penetrację drugiego budynku. Był on nieco większy od swojego poprzednika. Przywitała nas ciekawa dziura w ścianie, przez którą było widać część wnętrza. Ten budynek składał się z dwóch pokoi, skierowanych oknami w kierunku południowo-zachodnim. co chwila docierały nas stamtąd uliczne dźwięki. Swoim zachowaniem wzbudziliśmy uwagę dwojga ludzi w mercedesie, którzy zatrzymali się na poboczu i rozmawiali ze sobą, co chwila zerkając w naszym kierunku. Ten dom był już wyposażony w łazienkę i kuchnię, co było wyraźnie widoczne w pozostałościach tapet i kafelków na ścianach.

Wychodząc z budynku zrobiliśmy sobie zdjęcia na fotelu stojącym pod drzewem, które rosło na posesji. Wracając na główną drogę zastanawialiśmy sie, co mogło być przyczyną opuszczenia domów przez mieszkańców. Doszliśmy do kilku wniosków. Widoczni na starych zdjęciach mężczyźni byli mieszkającym w sąsiednich domach rodzeństwem, z których jeden był żonaty. Zdjęcia były dość wiekowe, co mogło znaczyć, że ludzie ci byli już dość starzy w momencie opuszczenia domu. Przypuszczamy, że domy zostały opuszczone albo na skutek śmierci mieszkańców, albo dzięki przesiedleniu staruszków w inne miejsce, gdzie spędzaniu jesieni życia nie przeszkadza górująca nad okolicą cuchnogóra ani warczące za oknem samochody. Gdy wyszliśmy na ulicę, minął nas znajomy mercedes. Za szybko, żeby życzliwie pomachać jego pasażerom.

Relacja wideo:


1. Pierwszy dom - położony bardziej na wschód + drzewo z fotelem


 2. Drugi dom, położony bardziej na zachód

3. Wnętrze pierwszego domu







4. Drugi dom


5. Okno z widokiem na drogę


6. Pokój z cudnym widokiem:)




 7. Coś tu wisiało - barometr? termometr?
8. Ciekawe artefakty


9. Piwnica drugiego domu

10. Fotel pod gruszą:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz