środa, 11 kwietnia 2012

To tylko początek ciąg dalszy odc. 2

Witajcie po dłuższej przerwie spowodowanej nawałem pracy postanowiłem wstawić tutaj kolejną część mojej powieści, która będzie się działa w Pruszkowie ale charakter ma zdecydowanie globalny! Nie zdziwcie się, że część z poprzedniego fragmentu zmieniłem. Zapraszam Was do przeczytania:

(Wszystkie postaci jak i opisane lokalizacje związane z dokładnymi adresami są fikcyjne, ich zbieżność może być przypadkowa. Nikogo nie chce i nie chciałem urazić. Jeżeli czujesz się pokrzywdzony to bardzo przepraszam)

- No, no. Kawał przystojnego gliny! - zażartował sam do siebie. Było już późno, za oknem rozjaśniały niebieskim światłem okoliczne latarnie. Sam Wiktor nie znosił tego typu rodzaju światła. Twierdził, "że niby świeci a i tak nic nie widać". Wiktor po chwili zadumy podszedł do biurka i włączył swój stary zdezelowany komputer. Ten wydał z siebie nie ludzkie jęki, po czym uruchomił się. Na monitorze LCD, kupionym za unijne pieniądze pojawiła się ikonka systemu operacyjnego, który pamiętał już lata dinozaurów. Wiktor usiadł do niego i przyglądał się migającym ikonką na pulpicie, dłużej nie czekając otworzył wewnętrzny system informacyjny. Wpisał login i hasło po czym zalogował się do systemu, jednakże przeglądanie informacji przerwały mu wibracje telefonu, Wiktor szybko wyciągnął go i przycisnął starty zielony guzik.

- Wiktor, słucham?

- Witam, Wiktorze - po głosie Wiktor poznał, że był to jego kumpel z dawnych lat, z którym służył w jednostce specjalnej. Obecnie pracujący w polskiej wersji CIA czy KGB albo nawet GRU.

- Cześć, Olgierd! Co tam? - Witek wyraźnie się ucieszył, że stary kumpel po latach się do niego odezwał.

- Słuchaj, no! Witek jest sprawa! - Głos Olka dziwnie drżał i wydawał się trochę nerwowy, co było zadziwiające, ponieważ Olgierd zawsze był wyjątkowo twardy i odporny na stres.
- Olek co się dzieje?

- To nie rozmowa na telefon! Kiedy i gdzie możemy się spotkać?

- Jutro o ósmej pod czołgiem? Pasuje ci?

- Dobra, dobra! do zobaczenia! - Wiktor nie zdarzył odpowiedzieć, ponieważ z drugiej strony gwałtownie odłożono słuchawkę. Takie zachowanie nie było w stylu Olka, słynął on bowiem z wielkiej kurtuazji i znajomości obycia towarzyskiego.

- Co się stało? przecież on nigdy nie był tak nerwowy? - Wewnętrzny dialog przerwało pukanie do drzwi gabinetu. - Proszę! - odezwał się dość głośno i nazbyt nerwowo rozglądał się po gabinecie. Do środka wszedł młody mężczyzna w policyjnym mundurze.

- Cześć, Witek!

- Cześć, Karol, rozumiem, że mam się zbierać na patrol? - kursor myszy wjechał na pole z napisem zamknij. Wraz z dźwiękiem zamykania systemu i gaszenia światła mężczyźni opuścili gabinet i pomaszerowali na parking zlokalizowany za komendą, gdzie stały srebrne błyszczące nowością Alfy Romeo. Owe samochody były bardzo nowoczesne, powiadały specjalne laserowe wideo rejestratory, które mogły namierzyć dokładniej pirata drogowego.

- To czym dziś jedziemy? Alfą? - Wiktor zwrócił się do maszerującego obok siebie wygolonego na łyso i mocno umięśnionego kolegi. Karol spojrzał swoimi brunatnymi oczami na kompana i kiwnął w potwierdzeniu głową, wyjął z kieszeni munduru składany kluczyk i wcisnął na nim guzik odblokowujący wszystkie drzwi.

- Chcesz prowadzić, Witek? - stojąc przy masce auta Karol przystanął i spojrzał na Witka.
- Ty prowadź! - Mężczyźni szybko wsiedli do środka pojazdu i rozłożyli się wygodnie na kubełkowych fotelach.

- A co to za wersja? Sport? Wydawało mi się, że jeszcze wczoraj tutaj były normalne fotele?!

- Masz rację, ale nie do końca to był inny model. Stoi tam pod garażami, widzisz? - Kierowca zapalając potężny silnik wskazał palcem na Alfę stojącą niedaleko nich.

- To jest inny model w takim razie? Kiedy go kupili? Chyba coraz częściej zaczyna mi coś umykać co się tutaj dzieje.

- Dziś go odebrałem w Warszawie z Puławskiej, główna dała nam go na próbę do łapania szybkich aut. Wyobraź sobie, że tutaj jest silnik o pojemności 3 litrów z 300 KM. Ma maszyna kopyto. Naciskasz gaz i jesteś już kilometr dalej. - Mężczyźni wyjechali z parkingu komendy skręcając w ulicę lipową następnie w ulicę Kraszewskiego.

- To faktycznie spory silnik. A co tam u Haliny? - Samochód powoli mknął najbardziej reprezentacyjną ulicą miasta, na której nie było już żywego ducha.

- Pojechała do rodziców na wieś, żeby złapać trochę powietrza, podobno świeże powietrze dobrze robi ciąży. Karol lekko się uśmiechnął i dodał gazu. - Fajny nasz ten kościół, co nie Witek? - Karol wskazał wielki kościół parafii św. Kazimierza znajdujący się po lewej stronie auta.

- Mam nadzieję, że dziecko będzie zdrowe i że z Halinką zaprosicie mnie na chrzciny. Kościół faktycznie mamy bardzo ładny. - Auto szybko znalazło się na skręcie z ulicą Bolesława Prusa, Karol włączył kierunkowskaz, który wybijał rytmicznie zamiar skręcenia w prawo.

- Wiesz co jest śmieszne, Karol? - Uśmiech Wiktora zdradzał jego myśli, jednak kompan nie zgadł, o co mu chodzi.

-Co takiego, Witek?

- Nazwa tej ulicy to Bolesława Prusa, jednak czy nie powinno być Aleksandra Głowackiego? Przecież tak się nazywał, a Bolesław Prus to jedynie przydomek. Ciekawe, co nie?
- Nie wiem, Wiktor, dla mnie to wszystko jedno. Nazwa jak nazwa. - Szum radiostacji przerwał rozmowę mężczyzn.

- 16-10, zgłosić się!

- 16-10, zgłaszam się! - Wiktor podniósł słuchawkę i czekał na dalszą część rozmowy.

- Kod czerwony ul. Jasna 1 m. 89. Podjedziecie?

- 16-10 udaje się na miejsce! - Karol z piskiem opon zawrócił i włączył wyjca. Dociskał gaz do dechy i ciągle przyspieszał. Ulica Bolesława Prusa szybko się skończyła, a radiowóz wpadł na Al. Niepodległości. Nie liczne auta stawały, aby puścić funkcjonariuszy na miejsce. Wóz wyskoczył na czerwonym świetle w ulicę Wojska Polskiego i już po chwili znalazł się na ulicy Powstańców. Koguty oświetlały na niebiesko okoliczne bloki, które powoli zasypiały. Karol z zacięciem skręcił w ulice Plantową i szybko znaleźli się pod blokiem na ulicy Jasnej.

- Ciekawe, co tym razem? Mąż pobił żonę czy co?

- Nie wiem, Wiktor. Kod czerwony to nic dobrego. Poczekaj, spytam dyżurnego. 16-10 do bazy.

- 16-10, słucham.

- Jesteśmy pod miejscem wezwania, czego mamy się spodziewać?

- 16-10, podobno mamy pobicie, syn stłukł matkę. Już wezwałem karetkę, zaraz tam będą, wy zabezpieczcie miejsce.

- 16-10, zrozumiałem.

- Dobra, Karol, trzeba zarobić na życie. - Policjanci podeszli do wysokiego na 8 pięter budynku z wielkiej płyty. Wiktor wcisnął losowy guzik na domofonie.

- Słucham?

- Policja, prosimy otworzyć.

- Spoko! - młody mężczyzna wyraźnie obojętnie otworzył drzwi. Krótki dźwięk postawił drzwi otworem. Mężczyźni szybko wspięli się na parter.

- I co, jedziemy windą? Czy piechotą?

- Zwariowałeś, Karol! na 8 piętro piechotą, wołaj windę!

- No żartowałem, już, już wciskam ten guzik. - Biały guzik podświetlił się ciepłym światłem i po krótkim momencie na dole zjawiła się czysta i zadbana winda. Obaj mężczyźni weszli do środka i nacisnęli odpowiedni przycisk.

- Ty, Witek! Zobacz wlepę z napisem JP na 100%. Co za świnia to nakleiła?! - Karol wyraźnie się obruszył i aż zaczerwienił się na twarzy.

- Daj spokój, Karol, dzieciaki muszą się wyszumieć i tak sobie gadają. Czasami ich rozumiem jak patrzę na postępowanie niektórych, brutalni, agresywni. Nie w tym droga dla polskiej policji! - Zatrzymanie windy na 8 piętrze przerwało rozmowę, funkcjonariusze wyraźnie słyszeli, że pod 89 mieszkaniem słychać krzyki i jakieś głuche dźwięki.

-O, jak się kłócą! Do czego to dochodzi, Witek, żeby tak własną matkę traktować. - Wiktor pokiwał głową i zapukał do drzwi. Dźwięki z wewnątrz nawet nie ucichły!

- Patrz, no! Tak się kłócą, że nie słyszą. - Wiktor przycisnął przycisk dzwonka, który okazał się być niesprawny. - No i dzwonek nie działa.

- Poczekaj, Witek. Ja spróbuję. - Karol podszedł do starych drzwi i z całych sił walnął z pięści w drzwi i wydarł się w ich kierunku. - POLICJA, OTWIERAĆ! - Głośny krzyk w środku ucichł.

- Hehe, ty to masz metody! - Wiktor uśmiechnął się pod nosem i zbliżył się do kolegi, osłaniając go. Drzwi po cichych szmerach za nimi otworzyły się. W nich pojawił się zaś mężczyzna w średnim wieku.

- Słucham! Czego chcecie! - Klient ewidentnie był po paru głębszych, dodatkowo jego strój wskazywał na to, że dawno nie korzystał z pralki.

- Mamy zgłoszenie, że zaburzacie ciszę nocną. - Karol grzecznym tonem oznajmił cel interwencji.

- Kurwa, to mój dom i, kurwa, będę robił co mi się, kurwa, tylko podoba! Jasne?!

- Trochę grzeczniej prosimy, dodatkowo dostaliśmy wezwanie, że został tutaj dokonany czyn pobicia.

- A gówno mi zrobicie! Ha ha ha. Jesteście niebieskimi śmieciami, a ja takie kmioty jak wy, to w kiblu spuszczałem!

- Prosimy się uspokoić!

- Co, kurwa?! uspokoić się? Pierdol się chuju!

- Wiktor, i jak? Obraza na służbie? - Karol delikatnie odwrócił się do kolegi z tyłu, ten tylko zmarszczył brwi i delikatnie kiwnął głową.

- Jaka obraza, smerfy? - Zanim mężczyzna zdążył dokończyć zdanie, Karol chwycił go za rękę i tak wykręcił, że jurny jego mość teraz kwiczał z bólu jak mały prosiaczek. Wiktor wyciągnął kajdanki i skuł go.

- Karol, potrzymaj go, a ja sprawdzę co z matką delikwenta.

- Dobrze, idź! gagatek mi się już nie wywinie.

Wiktor wszedł głębiej do 3-pokojowego mieszkania, które swoim staniem przypominało melinę jakich mało, wszędzie pełno było butelek po wódce i piwie oraz brudnych ubrań. Wiktor kierował się do pokoju skąd słyszał ciche pojękiwania i płacz. Przed sobą zobaczył białe drzwi z dużym oknem, które od wewnątrz zasłaniała jakaś narzuta. Przekręcił klamkę i wszedł do środka. Pokój był uporządkowany i schludny. Na ścianie wisiał obraz Jezusa Miłosiernego obok niego obraz Matki Boskiej Karmiącej. Przy ścianie na łóżku leżała starowinka, która miała widoczne siniaki okularowe i zakrwawiony nos
.
- Nie bij, Piotrek! Proszę! - Starownika delikatnym głosem zwróciła się do policjanta. Wiktor był twardy, ale ten widok go zmiękczył. Po jego nosie pociekła łza współczucia, usta skrzywiły się w grymasie niepokoju.

- Spokojnie, proszę pani. Nic już pani nie grozi. Mam na imię Wiktor i jestem z policji.

- Nie krzywdźcie mojego syna. To dobry człowiek, ale się pogubił w swoim życiu. Jak był mały to był takim dobrym chłopcem.

- Wierzę pani. Jednakże popełnił duży błąd bijąc bezbronną osobę. Jak się pani czuje?

- Boli mnie coś w klatce, taki ucisk. - kobieta jęknęła z bólu. Najwidoczniej Piotr uderzył ją również i w klatkę piersiową.

- Zaraz będzie pogotowie, proszę wytrzymać. Zaraz wrócę. - Wiktor wyszedł z pokoju starszej pani i podszedł do Karola, który stał koło leżącego na płask przestępcy.

- Co tam, Witek? - Wiktor podszedł blisko Karola i delikatnie szepnął mu na ucho.

- Słuchaj Karol, jego matka ma chyba z 80 lat, starowinka, a kretyn ją zlał jak równego siebie, rozumiesz?

- O w mordę! - Karol aż się wzdrygnął, obaj nienawidzili takich potworów. - Podniosę go a ty mu przywal w kałdun tak, żeby śladów nie było!

- Dobra! - Karol podniósł pijaka na równe nogi.

- Co, kurwa! Pobijecie mnie? Zaskarżę was! - Wiktor długo nie czekał wyjął pałkę owinął ją kawałkiem szmaty i przywalił mężczyźnie z całych sił w brzuch. Mężczyzna wydał z siebie głuchy dźwięk i lekko opadł, tak, że Karol musiał go mocniej przytrzymać.

- A teraz, kurwa, słuchaj! Pobiłeś swoją matkę! Do tego staruszkę! Jak dowiemy się, że po wyjściu z pierdla ją zlałeś, to cię zajebiemy! Rozumiesz kutwo? Tak cię załatwimy, że resztę życia będziesz jadł przez słomkę! A jak powiesz coś komuś o tym co teraz zaszło, to będziesz wąchał kwiatki od spodu. A teraz na glebę i milczeć. - Karol rzucił mężczyznę na glebę tak, że ten leżał potulnie jak piesek. Po kilku minutach w drzwiach mieszkania zjawili się paramedycy.

- Cześć, chłopaki, co mamy? - Wysoki lekarz wesoło spytał dwóch policjantów.

- Pobita staruszka i obtłuczony pijaczek. Idźcie do niej, bo ma bóle w piersi.

- A to skur... Dobra to najpierw staruszka, jak ten debil ma tyle siły to i wytrzyma chwilę bez pomocy. Zresztą widzę, że jest w dobrym stanie.

- Pójdę z wami. - Wiktor ruszył pierwszy wszedł do pokoju gdzie starowinka leżała w tej samej pozycji zanim wyszedł.

- Poważna sprawa widzę, dzień dobry pani! Jesteśmy z pogotowia, gdzie panią boli.

- Mam duszność w klatce piersiowej,

- Czy jest w stanie pani usiąść? - Staruszka błękitnymi oczyma spojrzała na wysokiego medyka.

- Chyba tak, panie doktorze. - Kobieta próbowała się podnieść, lecz nie dała rady i opadła na łóżko.

- Niech pani leży. - Lekarz delikatnie odchylił kubraczek babci i zobaczył na ciele liczne rany tłuczone, niektóre całkiem świeże. Widok ten sprawił, że wszyscy obecni pokiwali głowami.
- Dobra, potrzebne są nosze. I jedziemy do szpitala. Panowie chyba będziecie musieli zabezpieczyć lokal. My zabieramy pacjentkę do szpitala, wy też weźcie syna do nas, bo jeszcze się przekręci od nadmiaru wódki.

- Nie ma sprawy, znamy procedury.

Szpital

- Siedź spokojnie!

- Czego, kurwa! Ja chcę do domu! - Mężczyzna próbował się jeszcze szarpać na szpitalnym korytarzu, dopóki Wiktor czegoś nie powiedział mu na ucho.

- Panowie! Zapraszam z klientem. - Lekarka wychyliła się z gabinetu na ostrym dyżurze, z którego przed krótką chwilą wyszła jakaś dziewczyna. Policjanci złapali pijaczka i weszli z nim do gabinetu. Posadzili go na krześle przed biurkiem lekarza i stanęli obok.

- Pacjent z Jasnej, rozumiem?

- Zgadza się, pani doktor. - Mężczyźni oznajmili to lekarce.

- Takim to nigdy nic nie jest, potrąci takiego auto i nic parę siniaków i cały, innego by walnęło, to by połamany leżał, a taki cały i jeszcze się śmieje. Matkę pobił, biedaczka leży na intensywnym oddziale, a temu nic nie jest, z tego co widzę. Parę siniaków i taki dziwny na brzuchu. - Mężczyźni delikatnie spojrzeli po sobie, lecz zachowali zimną krew. - Ale to pewnie od tego, że po pijaku upadł na coś długiego i poprzecznego, np. na ramię krzesła. - Lekarka wstała i mrugnęła porozumiewawczo do mężczyzn, ci już wiedzieli, że pani doktor doskonale poznała czego efektem jest owy siniak. - Dobra, zabierzcie go na dołek, nic mu nie jest. Wypiszę papiery, że pobijany jest ze swojej winy, i ot co!

- Dziękujemy, pani doktor! Wstawaj, idziemy. - Mężczyźni szarpnęli mężczyznę i wyszli z gabinetu. Piotr szedł za nimi krok w krok z opuszczoną głową. Nie był już tym samym człowiekiem co wcześniej. Wiktor w gruncie rzeczy agresji, był człowiekiem raczej pokojowym, ale nie cierpiał bestialstwa. Dla bestii nie miał szacunku. Po słynnej aferze z pedofilem i jego przyskrzynieniu przez Wiktora, długo nie mógł dojść do siebie, po tym co odkrył w melinie owej bestii. Była to istna jaskinia wykopana w piwnicy jednego z domów jednorodzinnych. Owe korytarze skrywały na swym końcu kilka pomieszczeń, w których trzymano dzieci. Po tej akcji pedofil wylądował na kilka miesięcy w szpitalu. Ponieważ część anty terrorystów w tym Wiktor nie wytrzymali i dołożyli wariatowi. Samochód powoli ruszył, powoli z istnym pietyzmem zjechał po niewielkim pochyleniu i zawrócił kierując się w stronę bramy wyjazdowej. Opony radiowozu delikatnie ściskały asfalt i przesuwały samochód coraz bliżej komendy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz