sobota, 28 lipca 2012

Avangardowe rozczarowanie do potęgi ósmej

W czwartek odbył się pierwszy dzień konwentu Avangarda 8. Konwent został oficjalnie rozpoczęty o godzinie 18:00 i trwał do 22:00. Organizatorzy zapewnili konwentowiczom wiele atrakcji: prelekcje, spotkania z gośćmi specjalnymi, turnieje gier, games roomy oraz stoiska sprzedażowe z gadżetami dla fanów fantastyki.

Jak powszechnie wiadomo, zdeklarowaliśmy się przeprowadzić na konwencie prelekcję pt. "Obudzić się w postapo". Tematem tej prelekcji były wydarzenia w historii świata, które mogły doprowadzić do wybuchu światowej wojny atomowej.

Na prelekcję przyszło kilkanaście zainteresowanych osób, które wysłuchaną prezentację nagrodziły gromkimi brawami, co było dla nas wyrazem uznania. Widzowie mogli zobaczyć filmową wizję zagłady atomowej, poznać dokładną historię Zimnej Wojny i dowiedzieć się czegoś więcej na temat kilku zimnowojennych kryzysów atomowych, których złagodzenie w ostatniej chwili powstrzymało świat przed rozpętaniem wojny nuklearnej.

Powiemy coś o konwencie z naszej perspektywy, zachowując największą dozę obiektywizmu, na jaką było nas stać. Zastrzegamy jednocześnie, że opisujemy jedynie wydarzenia czwartkowe, gdyż tylko w czwartek byliśmy w stanie pojawić się na konwencie.

Przybyliśmy na konwent już około godziny 17:00. Zameldowaliśmy się w punkcie akredytacyjnym i zostaliśmy  mile przywitani ciastkiem z wróżbą. Otrzymaliśmy też informacje, gdzie należy się zgłosić, aby otrzymać sprzęt, który zażyczyliśmy sobie już w momencie zgłoszenia atrakcji. Chcieliśmy bowiem podłączyć swoje urządzenia i sprawdzić czy prawidłowo funkcjonują, nauczeni doświadczeniem z problemami technicznymi z majowego konwentu Brwikon. Do tej pory było miło.

Okazało się jednak, że człowiek odpowiedzialny za sprzęt jest nieuchwytny. Pokręciliśmy się więc po budynku, w którym organizowany był konwent. Widzieliśmy rozkładających swoje stoiska sprzedawców i wolontariuszy rozklejających reklamowe plakaty. Po jakimś czasie poszliśmy do pokoju organizatorów, gdzie przywitano nas chłodno i bez entuzjazmu. Odnieśliśmy wrażenie, że równie dobrze mogliśmy do tego pokoju nie wchodzić. Otrzymaliśmy obietnicę dostarczenia sprzętu.

Stwierdziliśmy, że poszukamy sali, w której miała się odbyć nasza prelekcja. Okazało się to bardzo trudnym przedsięwzięciem. Dyskretnie oznaczone piętra nie ułatwiały sprawy, a konwent odbywał się na czterech piętrach budynku. Znalezienie odpowiedniego piętra było pierwszym wyzwaniem. Kolejnym wyzwaniem okazało się znalezienie sali prelekcyjnej. W informatorze obok nazwy konwentowej sali  P5 drobnym drukiem zaznaczono "regularny" numer sali i tylko to nas naprowadziło do prawidłowego pomieszczenia. Na drzwiach nie było jeszcze numeru P5.

Nerwowo czekaliśmy na niezbędny sprzęt. Pikanterii dodawał fakt, że jeszcze piętnaście minut przed prelekcją sala była zamknięta na cztery spusty. W końcu jeden z wolontariuszy otworzył nam drzwi i obiecał dostarczenie sprzętu. Wreszcie otrzymaliśmy wymagane urządzenia. Szybko sprawdziliśmy sprawność urządzeń. Na szczęście wszystko działało bez zarzutu.

Przeraził nas fakt, że ledwie pięć minut przed planowanym rozpoczęciem prelekcji na sali znajdowała się tylko jedna zainteresowana osoba. Wkrótce jednak przyszło jeszcze kilka innych osób, w tym i takie, które omyłkowo weszły do nas szukając innej sali prelekcyjnej, w której odbywał się pokaz na temat średniowiecza:)

Gdy już zebrało się zainteresowane grono słuchaczy, rozpoczęliśmy prelekcję. W trakcie jej trwania przyszła wolontariuszka, aby nakleić na drzwiach sali numer P5 (!). Zapewne inne sale również dopiero wtedy otrzymały swoje konwentowe oznaczenia.

Po prelekcji poszliśmy do Green Roomu, aby otrzymać zwrot różnicy opłaty akredytacyjnej (za urządzenie atrakcji należała nam się ulga). W kasie bowiem uiściliśmy pełną opłatę, zwrot różnicy natomiast odbywał się właśnie w Green Roomie. Dopiero teraz zauważyłam też, że napis "Green Room" umieszczony jest na drzwiach od strony wnętrza pomieszczenia. Warto nadmienić, że drzwi były cały czas zamknięte, stąd niezbędna była umiejętność widzenia przez drzwi i ściany. Znowu usłyszeliśmy, że człowiek odpowiedzialny za zwroty jest w tej chwili niedostępny, ale wkrótce przybędzie. Czekaliśmy około 20 minut. W końcu stwierdziliśmy, że obejrzymy stoiska i w coś zagramy, następnie wrócimy po zwrot różnicy, w końcu w dzisiejszych czasach każdy grosz się liczy. Gdy wyszliśmy za drzwi, człowiek odpowiedzialny za zwroty szedł z naprzeciwka, ale nagle zniknął w innym korytarzu. Szybko porzuciliśmy myśl o pościgu :)

Poszliśmy natomiast zagrać w jakąś planszówkę. Jako że nie jesteśmy doskonale obeznani w świecie gier planszowych, poprosiliśmy o doradzenie nam wyboru gry. Kilka osób obsługiwało stoisko, a każda z nich miała inną propozycję. W końcu dokonaliśmy wyboru. Grę objaśnił nam jeden z wolontariuszy. W trakcie gry zaczepił nas nasz dobry stary znajomy  - organizator konwentu Brwikon - Michał Bańka.

Trochę zgłodnieliśmy. Damian postanowił kupić coś w konwentowym bufecie. Wrócił jednak z pustymi rękoma. Okazało się, że mimo iż konwent trwał w najlepsze (była 20:00-20:30), bufet był zamknięty.

Gdy już skończyliśmy rozgrywkę, poszliśmy obejrzeć stoiska sprzedażowe. Porozmawialiśmy jeszcze z pracownikiem Kramu Melnira i sprzedawcami na stoisku Stworki Potworki. Gdy minęli nas wolontariusze niosący przedłużacze, sprzedawca na jednym z licznych stoisk skwitował to słowami: "Teraz niosą, jak już nie potrzeba"....

Zrobiliśmy też kilka zdjęć. Podczas wykonywania jednego z nich (zdjęcie stanowiska akredytacyjnego) usłyszeliśmy kilka niemiłych słów na temat wykonywanej przez nas czynności.

Z nutą rozczarowania opuszczaliśmy teren, na którym odbywał się konwent.

Ogólnie: konwentowicze dopisali, ludzie byli wspaniali. Problemem okazała się dezorganizacja (czy tylko my mieliśmy takie problemy?) i traktowanie nas przez organizatorów przedmiotowo i protekcjonalnie. To wystarczyło, by zniechęcić nas do przyszłorocznego zawitania na tę imprezę.

Wkrótce na blogu pojawią się zdjęcia z konwentu, jakie wykonaliśmy.

W tej chwili jesteśmy około 300 km od Warszawy, od konwentu Avangarda 8. I to chyba rozsądna odległość, na jaką należy się od niej trzymać.

Cała prelekcja wygłoszona na konwencie wkrótce zostanie nagrana i umieszczona na youtube i blogu.

10 komentarzy:

  1. No ładnie, nie spodziewałem się czegoś takiego po takim konwencie jak Avangarda, ale to już chyba norma na każdym konwencie (no, może poza drobnymi wyjątkami ;) ).

    OdpowiedzUsuń
  2. Byliśmy na konwencie, który był organizowany po raz pierwszy i atmosfera była wspaniała. Avangarda była organizowana po raz 8 i jak widać twórcy popadli w rutynę. Potraktowano nas bardzo... specyficznie. Byliśmy tam pierwszy raz i myśleliśmy, że podejście będzie inne.

    OdpowiedzUsuń
  3. no ostra recenzja, ale wierzę, że tak właśnie było. Organizowanie konwentu to jest ogromna praca i wychodzą takie właśnie kwiatki potem. Uważam, że ekipa Avy ma za dużo ludzi do pomocy/pracy. Wiele z nich widziałem, że siedziało i po prostu pierdziało w stołek (nawet mówili mi że się nudzą), a było tak wiele niedopatrzeń. Kompetencja niektórych "odpowiedzialnych" także pozostawia wiele do życzenia, a już karygodne jest nieodpisywanie na maile.
    Sprawiedliwe i życzliwe traktowanie sponsorów, patronów medialnych, prowadzących program i uczestników jest absolutnym priorytetem podczas organizowania takich imprez. Jeśli ktoś nie potrafi pracować z uśmiechem na twarzy, niech nie pracuje w ogóle albo niech pracuje z dala od ludzi.
    Pozdro

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie potrzebujemy aby nas witać jak króli. Ale okazania trochę szacunku. W momencie gdy spotkaliśmy się z organizatorem Avangardy, ten nawet nie raczył podać nam ręki na przywitanie. Powiedział coś pod nosem tylko i szybko się oddalił. Poczuliśmy wtedy, że nie potrzebnie się zgodziliśmy na przygotowanie programu. Monkizz ujęła to wszystko bardzo delikatnie. Ja bym napisał ten post bardziej dosadnie.../ Stalker.

    OdpowiedzUsuń
  5. W kwestiach organizacyjnych polecam się odzywać do Marcina "MaWro" Wrońskiego. Ze wszystkich organizatorów on jest najbardziej ogarniętym człowiekiem. Reszta? Szkoda gadać, dokładnie tak jak pisaliście.

    OdpowiedzUsuń
  6. Zapraszamy zatem na Pyrkon 2013 :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Cześć z tej strony Xaric - koordynator Avy, człowiek od zwrotów :) Bardzo dziękuję Anonimowemu pyrkonowcowi za ciepłe słowa, dobrze wiedzieć, że jest się niezbyt ogarniętym. Jesteście najwięksi. Też Was kochamy. Ale ad rem: Niestety trafiliście na konwentowy czwartek, który również w naszych oczach był organizacyjną porażką z której już wyciągnęliśmy oczywiste wnioski. Całe zamieszanie czwartkowe było niestety wynikiem nieoczekiwanego i niezależnego od nas rozsypania się planu dostaw - niestety nie wszystko udało się dowieźć wcześniej czego najbardziej widoczne efekty dało się dostrzec. Drukarki które dojechały późno sprawiły że opisy sal pojawiły się późno, to samo tyczy się dodatkowych przedłużaczy, na pewno miało to też ogromny wpływ na humory obsługi OrgRoomu i akredytacji (którzy od kilku godzin na rozmaite prośby i pytania mogli tylko rozkładać ręce). Racją jest to, że przy 8 edycji jednego z głośniejszych konwentów w kraju takie sytuacje nie powinny mieć miejsca, ale też niestety racją jest, że czynnik ludzki i technologiczny, który w tym przypadku nie zagrał odpowiednio, są najcięższymi do opanowania. Kolejne dni konwentu przebiegały już dość gładko ale za czwartek bijemy się w piersi. Wiemy co nie zagrało, znamy przyczyny i naprawimy to za rok. Konwentowy bufet podobnie jak konwentowy pub i godziny ich otwarcia to kolejny czynnik, na który nie mieliśmy za bardzo wpływu - ich pracownicy mają normowany czas pracy i mimo namów z naszej strony nie udało się go wydłużyć - nas też zaskoczyło i bolało, że instytucje te nie chcą zarobić trochę więcej w martwym sezonie. Cóż możemy powiedzieć - przepraszamy za usterki, błędy i niedopatrzenia o których piszecie są nam znane i wyciągnęliśmy z nich wnioski. Brwikon o którym wspominacie również lubimy, trochę też przy nim pomagaliśmy, i również uważamy, że wyszedł fajnie i chcemy więcej, jednak zestawianie go z Avangardą jest mimo wszystko jednak grubą przesadą - skala chociażby programowa jest zupełnie inna i pociąga za sobą inną skalę problemów. Trzymajcie się ciepło i również zapraszamy na: Polcon, Kapitularz, Falkon, zjAvę i Pyrkon :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Chyba byliśmy na dwóch różnych konwentach, autorze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. >Anonimowy 4 sierpnia 2012 10:18
      Chyba byliśmy na dwóch różnych konwentach, autorze.<

      Być może, bo Cię nie widzieliśmy:)

      Usuń
  9. Każdy może odczuwać daną imprezę zupełnie inaczej. Impreza dla uczestnika może być wspaniała, dla znanego twórcy również. My pisaliśmy tylko o czwartku. Nikt z nas nie chciał opisywać wydarzeń, w których nie brał udziału. Xaric nikt nie porównał Brwikonu do Avangardy. Napisaliśmy jedynie o naszych problemach technicznych na Brwikonie, nic więcej. Napisaliśmy to co odczuliśmy. Bardzo pozytywnie odbieramy to, że Wy również zobaczyliście te błędy. Wiadomo, że każdy je popełnia i to jest ludzkie, my też je robimy. Nie powiem większa część wolontariuszy była miła, jednakże spotkaliśmy paru nie miłych. Szczególnie nie miłe słowa usłyszeliśmy robiąc zdjęcie stanowisku akredytacyjnemu. Pozdrawiamy wszystkich ludzi pracujących przy konwencie Avangarda. Zapraszamy również na konwent Świdkon, któremu patronujemy.

    OdpowiedzUsuń