środa, 25 lipca 2012

Xiantia






Witam. W pracy były nudy, czyli poranek bez klientów (korzystając z okazji zapraszam do mojego sklepu przy ul. Kijowskiej 11 w Warszawie. Sklep Jeżyk: na hasło post-apo-2012 upust 5% na wszystko)... Ale nie był to czas całkowicie zmarnowany. Załączyłem komputer i rozpocząłem proces pisania. Tym razem powstało mi coś ciekawego (tak myślę, ale to wy ocenicie). No to już bez większej gadaniny zapraszam do przeczytania nowego tekstu (przepraszam za błędy):


- Panie komandorze wychodzimy z napędu E.R. Zbliżamy się do Heliona.
- Zrozumiałem, utrzymywać kurs.
- Tak jest! – Krążownik bojowy zmierzał z ogromną prędkością do centrum układu słonecznego. Odległe jasne punkciki tworzyły pionowe jasne kreski. Pomyśleć, że to domy mnóstwa gatunków zarówno cywilizowanych jak i całkiem pierwotnych. Komandor Rostropowicz był mężczyzną rosłym i dość potężnie zbudowanym. Ciążenie na jego macierzystej planecie było tak małe, że ludzie mieli przeciętnie po  2 metry wzrostu. Sam krążownik należał do super nowoczesnych maszyn bojowych, które zapewniły ludziom panowanie w kosmosie. Sprytne zabiegi dyplomatyczne pozwoliły ludziom na objęcie władzy w większości znanych galaktyk. Cywilizacje kierowane ludzką ręką rozwijają się dynamicznie i w sposób zrównoważony. Co prawda ludzie musieli zmusić część bardziej agresywnych cywilizacji do współpracy za pomocą sprytnego narzędzia, zwanego potocznie wojną . Na ogół wystarczyła demonstracja siły, aby ci mniej odważni poddali się woli ludzi.
            W galaktyce Andromedy znajduje się pewna planeta, zwana przez tubylców Xiantra. Planeta ta znajduje się w układzie słonecznym uznanym za obszar neutralny. Obszary neutralne nie należały do nikogo. Dzięki temu zorganizowano tam punkt spotkań i pertraktacji między poszczególnymi władzami we wszechświecie. Najważniejszy dzień dla planet „dzikich” nastąpił w momencie podpisania porozumienia zwanego „Życie”. Był to traktat pomiędzy pięcioma wielkimi cywilizacjami, które rządzą znanych wszechświatem.

Xiantria. Czas miejscowy 26:35, rok 120.

- Panie komisarzu, nie możecie nam zakazywać ekspansji na tereny dzikie! Mamy prawo do pozyskiwania nowych planet i kolonizowania ich! – Wypowiedź ambasadora cywilizacji ure, nie mogła być zlekceważona, ponieważ lud ten należał do najbardziej niebezpiecznych. Ure byli ludem bardzo złożonym. Ich struktura społeczna zbudowana jest jak hierarchia wojskowa. Ojciec nowonarodzonych jest dla nich jak sierżant dla szeregowców w wojsku. Dodatkowym atutem jest budowa ich ciała. Grube chitynowe pancerze zapewniają im odporność na broń klasyczną jądrową jak i plazmową. Tylko gamma tronowa mogła ich zabić. Co w swoim posiadaniu mieli tylko i wyłącznie ludzie.
- Panie ambasadorze, w traktacie nie ma nic wspomniane na temat zakazu ekspansji na dzikie planety. Przypominam panu traktat podpisany na Xiantrze w roku 85. Zezwolono na kolonizację planet, które nie należą do żadnej z cywilizacji podległych radzie. Jednakże przypadki wymordowywania cywilizacji prymitywnych musimy uznać za nieetyczne. Muszą one podlegać ochronie.
- Dokładnie! – Z miejsca wstał  ambasador rodu Cyrian. Ród Cyrianów należał do najmniej licznych w całej galaktyce. Posiadali oni zaledwie kilka galaktyk w swoim panowaniu. Jednakże ich poziom rozwoju intelektualnego był tak wysoki, że współpraca z nimi była bardzo lukratywna. Na szczęście ludzi. Cyrianie pałali do nich wielką sympatią i tylko z nimi dzielono się wiedzą. Ambasador był  wielkim osobnikiem męskim. Ich smukłe ciała poruszały się jak płynna rtęć, co było dość normalne, bo Cyrianie mogli przybrać dowolny kształt jaki im się podobał.
- Panie ambasadorze – Człowiek o szpakowatych włosach przerwał Cyryjskiemu ambasadorowi i wzrokiem pokazał mu miejsce do zajęcia miejsca.
- Przepraszam, panie komisarzu. Ale trudno jest zapomnieć o masakrze na Fortali.
-Ile moja rasa ma przepraszać za ten atak?  To nie nasza wina, że założyliście tam swoją wylęgarnie i to, że wasze młode nie przypominają was w żadnym calu.
- Proszę się uspokoić. Konflikt został dawno zażegnany i wyjaśniony. Nie możecie mieć żadnych pretensji. Patrole bojowe ludzkiej floty sprawują straż nad galaktykami, aby nie dochodziło do takich ataków. I wy na to się zgodziliście. Także proszę o spokój – Ambasadorowie wściekłych ras usiedli na swoich miejscach. Jednakże wrogie spojrzenia przeszywały ich nawzajem.
- Proszę więc o zabranie głosu w sprawie porozumienia, ambasador ludu Rukja. – Rukja byli rasą wodną, przez co poza swoimi planetami musieli poruszać się w specjalnych kombinezonach, które umożliwiały im bezpieczeństwo we wrogich warunkach. – Lekko zniekształcony głos, który miał lekkie komputerowe zabarwienie odezwał się z umieszczonego na klatce piersiowej głośnika.
- Lud Rukja jest za ochroną dzikich planet, ponieważ musimy dać prymitywnym cywilizacjom szansę na rozwój. Nie możemy dopuścić do utraty choć by jednej cywilizacji. Każda strata genomu może być tragiczna w skutkach. Na naszej planecie macierzystej jak wiecie występowały dwie cywilizacje. My i lud Boran. Boranie mieli to nieszczęście, że byli istotami ziemnymi. Nie zdołali przetrwać ataku wymarłej rasy Vertów. Nam się udało, bo o nas nie wiedzieli. Dlatego nie możemy dopuścić do tego, że my staniemy się agresorami jak kiedyś byli nimi Vertowie. – Pamięć Rukja była niesamowita. Byli chodzącymi archiwami wspólnoty międzyplanetarnej. Ich średnia długość życia była tak wielka, że jeden osobnik mógłby przeżyć kilkanaście pokoleń ludzi. Jednakże rasa ta była skromna i nie wywyższająca się.
- Dziękuję, panie ambasadorze. Teraz proszę o głos ambasadora ludu Polag. – Polaganie byli bardzo podobni do ludzi, jednakże ich tęczówki miały kolor rdzawy. Posiadali owłosienie, jednakże nie był to tak jak u ludzi wytwór naskórka. Włosy u Polagan były niezwykle czułymi włoskami czuciowymi. Dzięki takiemu rozwiązaniu byli dobrymi szpiegami. Pomagało im to czuć wroga na odległość. Ambasador wstał opierając dłonie o blat stołu.
- Dziękuję za głos, panie przewodniczący. Lud Polag w referendum nad tym zagadnieniem był podzielony. Wynik referendum jest za przegłosowaniem uchwały o ochronie dzikich planet , dziękuję. – Krótkie żołnierskie słowa oznajmiły głos potężnej cywilizacji.
- Dziękuję. Teraz proszę o głos przedstawiciela Barierian – Barierianie byli cywilizacją, która przypominała do złudzenia ziemskie koty. Rasa ta była bardzo przyjazna i cieszyła się w kosmosie opinią przyjaciół dzikich planet. Ponieważ w swojej dobroci pomagali nisko rozwiniętym cywilizacjom w dojściu do wyższego stanu mentalnego.
- Rasa Barierian jest za uchwałą. Poza tym wnioskujemy o umożliwienie nam dalszej pracy na rzecz tych cywilizacji.
- Panie ambasadorze, zgodnie z zapisem uchwały art. 5 paragraf 4 Pańska rasa otrzymuje prawo do pomocy cywilizacją mniej rozwiniętym. Zakazujemy zaś nauki wyższych technologii, ponieważ każdy musi dojść do tego sam. Możecie jedynie rozwijać podstawowe nauki i szerzyć kulturę.
- Panie komisarzu. Rasa Barierian popełniła błąd tylko raz. To nie nasza wina, że Moholo użyli broni jądrowej do zniszczenia się nawzajem. Nam by to w życiu do głowy nie wpadło. Zdarza się. Teraz uczymy ich podstaw.
- W takim  razie dziękuję. Proszę wszystkich o powstanie i oddanie oficjalnego głosu za uchwałą nr 563 Xantria lex. Ludu Ure, zapytuję was, czy wyrażacie zgodę za uchwałą służącą dobru naszemu?
- Nie wyrażamy zgody, czcigodny komisarzu – wzrok komisarza przeniósł się powoli na kolejnego ambasadora.
- Ludu Rukja, zapytuję was, czy wyrażacie zgodę za uchwałą służącą dobru naszemu?
- Wyrażamy zgodę, czcigodny komisarz,
-Ludu Polag, zapytuje się was, czy wyrażacie zgodę na uchwałę służącą dobru naszemu?
- Wyrażamy zgodę, czcigodny komisarzu,
- Ludu Barierian, zapytuję się was, czy wyrażacie zgodę za uchwałą służącą dobru naszemu?
- Wyrażamy zgodę, czcigodny komisarzu,
- Ludu Cyrian, zapytuje się was, czy wrażacie zgodę za uchwałą służącą dobru naszemu?
-Wyrażamy zgodę, czcigodny komisarzu.
- Jako reprezentant rasy ludzkiej, potężnych władców wszechkosmosu, wyrażam zgodę mojego gatunku na ochronę „dzikich” planet przed kolonizowaniem. Zezwalam również ludowi Barierian na stosowania tzw. popchnięcia pierwotnych ludów w stronę cywilizacji. Zakazuję wszystkim rasom tu obecnym i im podległym ingerowania w sprawy ras średnio -rozwiniętych. Większość zdecydowała, proszę o elektroniczny podpis pod międzygalaktyczną uchwałą. -  Ambasadorzy wzięli leżące obok nich pióra i lekko pochylając się ku stołowi wyryli na nim swoje podpisy. Głośny dźwięk oznajmił wszystkim, że podpisy zostały złożone. – Dziękuje bardzo wszystkim. Posiedzenie uważam za zamknięte. Żyjmy razem w pokoju.

Pokład krążownika

- Panie komandorze, cel zostanie osiągnięty za pół godziny.
- Kontynuować. – Komandor powstał ze skórzanego fotelu i udał się w kierunku luku bojowego. Korytarze były dość szerokie dzięki czemu umożliwiały poruszanie się w nich małym pojazdom.
- Cholerni Ure… Nie wiedziałem, że odważą się złamać postanowienie traktatu… - Komandor szedł i sam do siebie pod nosem mówił, to działało uspakajająco na niego............................


C.D.N

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz